Pierwsza część opowiadania.
Marysia stała przy przystanku autobusowym, czekając na transport. W oliwkowym płaszczu z ogromnymi guzikami, na wpół zatopiona w myślach obserwowała okolicę. Mokre liście okrywające chodnik, wybrukowaną dziurami drogę, szkliście lśniącą w świetle latarni... i ponury gmach więzienia, usiłujący skryć się w mroku horyzontu.
Odgłos kroków, dobiegający ze strony nieśmiałej budowli, powoli wygrywał walkę o uwagę Marysi, toczoną z "co by tu zjeść na kolację" i "ciekawe, czy Łukasz zadzwoni, ostatnio było miło, ale on jest taki nieśmiały...". W końcu szala zwycięstwa przechyliła się zdecydowanie, a wzrok M. przestał błądzić i skierował się w stronę kroków. Oświetloną alejką prowadzącą z więzienia kierował się w jej stronę wysoki mężczyzna.
Kampania, która rozgrywała się w głowie M. bez jej najmniejszej wiedzy, szła zgodnie z Planem. Strach i niepokój, które w takiej sytuacji zazwyczaj przeprowadzały agresywną ofensywę, wskutek taktycznych działań mających obniżyć ich morale zdezerterowały już kilka dni wcześniej – co M. wzięła za rozluźnienie wskutek ćwiczeń oddechowych (w rzeczywistości była to przykrywka). Odtąd jej działaniami, słowami i myślami kierowała wyłącznie ciekawość – generał o wielkiej odwadze, mogący się pochwalić wieloma wspaniałymi sukcesami na polu Bitwy.
– Przepraszam, czy ma pani może papierosa?
– Przykro mi, ale nie palę.
– To nic nie szkodzi. Ja też nie palę. Chciałem tylko zacząć rozmowę. Widzi pani, jest pani pierwszą kobietą, którą widzę od sześciu lat. W trakcie odsiadywania mojego wyroku postanowiłem, że zaproszę na kawę pierwszą kobietę, którą spotkam po wyjściu na wolność. Czy zna pani kawiarnię "Lotos"?
– Tak, choć nigdy nie byłam w środku.
– Czy jutro o ósmej wieczorem to dla pani odpowiednia pora?
– Muszę się zastanowić... Tak, jutro o ósmej mi odpowiada. Przepraszam, za co został pan skazany?
– Morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Zatem do jutra.
– Do jutra.
***
Zgodnie z Planem, zdobyte przez ciekawość pozycje natychmiast po spotkaniu przejął spokój, który niedoświadczeni mogliby wziąć za zapomnienie. Nie, M. nie zapomniała o dziwnym mężczyźnie, o jego słowach ani o planowanym spotkaniu. Nie zapomniała też nagle – jakby to mogło się wydawać laikom – o tym, że spotkanie z tajemniczym mężczyzną, otwarcie przyznającym się do popełnienia okrutnego mordu, powinny wywołać w niej myśli pełne strachu i obawy. To spokój uniemożliwił jej te myśli. Spokój sprawił, że jej skryte pod słomianą grzywką czoło nie zmarszczyło się ani razu wątpliwością. Sprawił też, że nie wyczekiwała wieczornego spotkania z biciem serca poganianym euforią. Dzięki temu jej ciekawości nie skaziły próby odpowiedzi na pytania – "jaki może być ten mężczyzna?", "czy na pewno ma czyste intencje?", "jak mógł wyjść po sześciu latach, jeśli popełnił morderstwo ze szczególnym okrucieństwem?", jej umysłu nie zmącił nawet cień opinii o byłym więźniu czy próba ocenienia go.
***
– Co studiujesz, Marysiu?
– Astronomię.
– To bardzo ciekawe. Czy myślałaś kiedyś o gwiazdach?
– Dużo się o nich uczyłam, ale, to zabawne, nigdy nie myślałam o nich samych.
– Kiedyś myślałem o gwiazdach bez przerwy. Myślałem o tym, jak są daleko. Myślałem o tym, jak świecą. O tym, jakie są gorące, choć w nocy bywa tak zimno. O tym, że trzy metry mojej celi to dla gwiazd tyle samo, co powierzchnia całej Ziemi. I o tym, że gdyby nie my, nie miałby ich kto oglądać, czy myśleć o nich tego wszystkiego. Ale głównie po prostu zdawałem sobie sprawę z ich istnienia. Świadomość ich bytności towarzyszyła mi od chwili, gdy budziłem się, jeszcze zanim otworzyłem oczy. Wiedziałem o nich w czasie jedzenia, spaceru czy więziennej mszy, zasypiałem, myśląc tylko o nich, a w snach widziałem tylko je – tak wielkie i małe, tak skromne i majestatyczne. Ta Świadomość Gwiazd sprawiła, że więzienna codzienność, która wcześniej była dla mnie nie do zniesienia, przestała mi zupełnie przeszkadzać. W obecności gwiazd spleśniała kasza traciła swoją obrzydliwość. W obecności gwiazd prymitywizm i zezwierzęcenie współwięźniów nie mogły być tak rażące. Na tle splendoru gwiazd okrucieństwo, przekupność i złośliwość klawiszy – nie mogły być tak olbrzymie. Dewocja więziennego kapelana, lodowatość przeciągów, nieznośność rutyny, ohyda więziennego homoseksualizmu, otępienie umysłu, okrucieństwo fali, atrofia dobra, smród gówna, dogłębność lęku, wszechobecność szczurów, dławiącość bólu istnienia – czym to jest wobec gwiazd?
Ten dystans powoli stał się dla mnie czymś naturalnym. Przeniknął mnie całego, a ponieważ był tak naturalny, prawdziwy i odległy – więźniowie i klawisze musieli się do niego przystosować. Nikt mnie już nie zaczepiał, a kiedy musiało dojść do wymiany zdań, była ona tak pełna szacunku – szacunku, który zgodnie z Planem nie mógł nie zaistnieć przy tak kosmicznym dystansie – tak pełna szacunku, jak tylko opryskliwość współwięźniów i poczucie wyższości klawiszy mogło na to pozwolić. Oczywiście nikt by się tego szacunku nie przyznał – więźniowie zepsuci do szpiku nie potrafiliby go nawet rozpoznać czy nazwać, ci, którzy wiedzieli, czym jest, nie uwierzyliby w jego istnienie w takim miejscu – kto mógłby tu na niego zasłużyć, kto miałby go okazać, jak niby miałby tu przetrwać...? Dla klawiszy znających tylko poczucie wyższości i służalstwo było to nie do pomyślenia. Z jednym wyjątkiem, o którym opowiem ci później.
Czas mijał, a ja wciąż trwałem w kosmicznym dystansie. W pewnym momencie złapałem się jednak na tym, że moje myśli orbitują coraz bliżej Słońca. Przyciągało mnie jego intensywnie odczuwalne ciepło, jego bliskość i olśniewające światło, i życie, które daje. Wtedy też zacząłem promienieć. Od mojego ciała zaczął bić blask, a temperatura wokół mnie zawsze miała kilka stopni więcej. Tego nie można już było nie zauważyć. Oczywiście można było wytłumaczyć – wszystkie te zjawiska powszechnie tłumaczono moją alergią na środek przeciw pchłom, którym w ramach nowych przepisów niedługo wcześniej zaczęto skraplać prycze.
Kolejną zmianą związaną z tym – jak to nazywam – przyjęciem Formy Słońca, była łagodność, którą zaczęli okazywać współwięźniowie i klawisze w moim otoczeniu. Nawiasem mówiąc, już długo wcześniej przestałem ich rozróżniać czy traktować inaczej, nazywając wszystkich w myśli współwięźniami. Tam, gdzie się znalazłem, ustawały kłótnie, klawisze nie wykorzystywali swojej pozycji, a miejsce przekleństw zastępowały grzecznościowe zwroty. Promieniowałem coraz silniej, aż kasza zyskiwała szlachetny smak nie tylko na moim talerzu, ale na talerzach więźniów w całej jadalni.
Pewnego wieczoru uczestniczyłem we mszy świętej. Było na niej wyjątkowo dużo osób, nawet biorąc pod uwagę, że frekwencja wzrosła kilkukrotnie jakiś czas wcześniej, kiedy na wspólne msze zaczęli uczęszczać klawisze – co wcześniej było nie do pomyślenia. Wszyscy odczuwali tam bliskość Boga. Przeżywali chwile mistycznych uniesień, ich serca tajały ogarnięte boskim ciepłem, i płakali z radości, gdy grzechy zostawały im odpuszczone. Kazanie w czasie tej mszy tchnęło mądrością, spokojem, miłością. Choć słowa były proste, i prosty był ich przekaz, choć ksiądz Icaes powtarzał je od lat (jego kazania były co roku te same) – namaszczenie, z jakim je wygłaszał, niespotykane dotąd skupienie oraz świadomość bijąca z jego oczu czyniły je bliższym Kazaniu na Górze niż zwykłym pouczeniom czy przypomnieniom. Nadszedł moment konsekracji. Po kaplicy rozległy się słowa: "Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy: to jest bowiem Ciało Moje, które za was będzie wydane. Bierzcie i pijcie z niego wszyscy: to jest bowiem kielich Krwi Mojej, nowego i wiecznego przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. To czyńcie na moją...". Ostatnie słowa ugrzęzły w gardle duchownego. Icaes wpatrywał się we mnie; z błogością, z oddaniem i uwielbieniem. Ze łzami w oczach wyszeptał: "Pan zmartwychstał", po czym głęboko pochylony ruszył w moim kierunku. Ostatnie kilka metrów pokonał na klęczkach, a w końcu upadł przede mną, i łkając, zaczął całować nogawki mojego pasiaka.
to be continued...
(c) by Franek, 12.2010
niedziela, 23 stycznia 2011
wtorek, 11 stycznia 2011
"Idź proszę w stronę światła"
Hej Gruby, przyjacielu
Po drugiej stronie czegośtam
Obyś odnalazł zrozumienie
Którego tak ci było tu brak
Uno i duo, tricio i koricio
Szacher macher, dżowana dżis
Łana na dua na cije na fore
Hej Leon Galoleon
Hej Gruby, przyjacielu
Idź proszę w stronę światła
Niech śmiech Ci drogę rozjaśnia
Niech dobro służy za znak
Uno i duo, tricio i koricio
Szacher macher, dżowana dżis
Łana na dua na cije na fore
Hej Leon Galoleon
Wersja audio w przygotowaniu
Po drugiej stronie czegośtam
Obyś odnalazł zrozumienie
Którego tak ci było tu brak
Uno i duo, tricio i koricio
Szacher macher, dżowana dżis
Łana na dua na cije na fore
Hej Leon Galoleon
Hej Gruby, przyjacielu
Idź proszę w stronę światła
Niech śmiech Ci drogę rozjaśnia
Niech dobro służy za znak
Uno i duo, tricio i koricio
Szacher macher, dżowana dżis
Łana na dua na cije na fore
Hej Leon Galoleon
Wersja audio w przygotowaniu
czwartek, 23 grudnia 2010
Dlaczego piękna kura znosi obrzydliwe jajo?
Dlaczego piękna kura znosi obrzydliwe jajo?
Czemu gdy drzewa płoną, liście śpiewają?
Czym jest "p" w wyrazie "ptak"
I czemu na opak "tak" to "kat"
Nabrzmiała pijawa głęboko ssie
Upija się sensem, wysycha śmiech
Pomarszczone myśli, zgorzkniałe i cyniczne
W sosie otępienia skwierczą mechanicznie
Ich antyczne tryby przeżarte są rdzą
Stygmaty nienawiści łatwo się nie goją
Wielka zębata tortur maszyna
Rozrywa bólciało, w serce się wrzyna
Białe pióra lecą, krwawa toczy się ślina
Katatoniczne warzywa, duszy skamielina
made by Francisz, 24.12.2010
Czemu gdy drzewa płoną, liście śpiewają?
Czym jest "p" w wyrazie "ptak"
I czemu na opak "tak" to "kat"
Nabrzmiała pijawa głęboko ssie
Upija się sensem, wysycha śmiech
Pomarszczone myśli, zgorzkniałe i cyniczne
W sosie otępienia skwierczą mechanicznie
Ich antyczne tryby przeżarte są rdzą
Stygmaty nienawiści łatwo się nie goją
Wielka zębata tortur maszyna
Rozrywa bólciało, w serce się wrzyna
Białe pióra lecą, krwawa toczy się ślina
Katatoniczne warzywa, duszy skamielina
made by Francisz, 24.12.2010
niedziela, 4 kwietnia 2010
David Bowie - Uncle Arthur
Pierwszy utwór z pierwszej płyty Davida Bowiego. Tłumaczenie sylabicznie przystosowane do śpiewania. :) http://www.youtube.com/watch?v=BUBUl4yZ0Eg - zachęcam do śpiewania razem z Dawidem!
David Bowie - Uncle Arthur
Strikes the bell for 5 o'clock, Uncle Arthur closes shop
Screws the tops on all the bottles, turns the lights out, locks it up
Climbs across his bike and he's away
Cycles past the gasworks, past the river, down the high street
Back to mother, it's another empty day
Uncle Arthur likes his mommy
Uncle Arthur still reads comics
Uncle Arthur follows Batman
Round and round the rumours fly, how he ran away from Mum
On his 32nd birthday, told her that he'd found a chum
Mother cried and raved and yelled and fussed
Arthur left her no illusion, brought the girl round, save confusion
Sally was the real thing, not just lust
Uncle Arthur vanished quickly
Uncle Arthur and his new bride
Uncle Arthur follows Sally
Round and round goes Arthur's head, hasn't eaten well for days
Little Sally may be lovely, but cooking leaves her in a maze
Uncle Arthur packed his bags and fled
Back to mother, all's forgiven, serving in the family shop
He gets his pocket money, he's well fed
Uncle Arthur past the gasworks
Uncle Arthur past the river
Uncle Arthur down the high street
Uncle Arthur follows mother
David Bowie - Wujek Janek
Bije dzwon, już piąta w dzień, wujek Janek nie jest leń
Sklep zamyka, światło znika, pomidory skrywa cień
Janek spindra się na rower, hej
Roweruje pierwszą górę, mija rzeczkę, i mateczkę
Wita w ten kolejny pusty dzień
Wujek Janek lubi mamę
Wujek Janek czyta komiks
Wujek Janek chce być jak Batman
Plotka wnet się wzniosła po wsi, jak zostawił bez litości
Dla dziewczyny swoją mami w swój trzydziesty drugi rok
Mama płacze, rości, foszy, drze
Janek samą ją zostawił, wziął dziewuszkę, honor zbawił
Z Kaśką po bożemu zżenił się
Wujek Janek zmył się szybko
Wujek Janek z Kasią-rybką
Wujek Janek to pantofel
Głowi Janek, w łeb zachodzi, kasza uchem mu wychodzi
Kaśka buzię ma rumianą, ale w kuchni gubi się
Wujek Janek wziął toboł i hyc
Już u mamy, goi rany, w sklepie reperuje krany
Kieszonkowe ma, syty jest
Wujek Janek mija górę
Wujek Janek mija rzeczkę
Wujek Janek pedałuje
Wujek Janek synek mamy
David Bowie - Uncle Arthur
Strikes the bell for 5 o'clock, Uncle Arthur closes shop
Screws the tops on all the bottles, turns the lights out, locks it up
Climbs across his bike and he's away
Cycles past the gasworks, past the river, down the high street
Back to mother, it's another empty day
Uncle Arthur likes his mommy
Uncle Arthur still reads comics
Uncle Arthur follows Batman
Round and round the rumours fly, how he ran away from Mum
On his 32nd birthday, told her that he'd found a chum
Mother cried and raved and yelled and fussed
Arthur left her no illusion, brought the girl round, save confusion
Sally was the real thing, not just lust
Uncle Arthur vanished quickly
Uncle Arthur and his new bride
Uncle Arthur follows Sally
Round and round goes Arthur's head, hasn't eaten well for days
Little Sally may be lovely, but cooking leaves her in a maze
Uncle Arthur packed his bags and fled
Back to mother, all's forgiven, serving in the family shop
He gets his pocket money, he's well fed
Uncle Arthur past the gasworks
Uncle Arthur past the river
Uncle Arthur down the high street
Uncle Arthur follows mother
David Bowie - Wujek Janek
Bije dzwon, już piąta w dzień, wujek Janek nie jest leń
Sklep zamyka, światło znika, pomidory skrywa cień
Janek spindra się na rower, hej
Roweruje pierwszą górę, mija rzeczkę, i mateczkę
Wita w ten kolejny pusty dzień
Wujek Janek lubi mamę
Wujek Janek czyta komiks
Wujek Janek chce być jak Batman
Plotka wnet się wzniosła po wsi, jak zostawił bez litości
Dla dziewczyny swoją mami w swój trzydziesty drugi rok
Mama płacze, rości, foszy, drze
Janek samą ją zostawił, wziął dziewuszkę, honor zbawił
Z Kaśką po bożemu zżenił się
Wujek Janek zmył się szybko
Wujek Janek z Kasią-rybką
Wujek Janek to pantofel
Głowi Janek, w łeb zachodzi, kasza uchem mu wychodzi
Kaśka buzię ma rumianą, ale w kuchni gubi się
Wujek Janek wziął toboł i hyc
Już u mamy, goi rany, w sklepie reperuje krany
Kieszonkowe ma, syty jest
Wujek Janek mija górę
Wujek Janek mija rzeczkę
Wujek Janek pedałuje
Wujek Janek synek mamy
czwartek, 7 stycznia 2010
Marilyn Manson - Coma White
Marilyn Manson - Coma White
There's something cold and blank behind her smile
She's standing on an overpass
In her miracle mile
"You were from a perfect world
A world that threw me away today
Today today to run away"
A pill to make you numb
A pill to make you dumb
A pill to make you anybody else
But all the drugs in this world
Won't save her from herself
Her mouth was an empty cut
And she was waiting to fall
Just bleeding like a polaroid that
Lost all her dolls
"You were from a perfect world
A world that threw me away today
Today to run away"
A pill to make you numb
A pill to make you dumb
Marilyn Manson - Biała śpiączka
Jakiś chłód, chłód i pustka
Zionie z jej uśmiechu
Przycupnęła na wiadukcie
Zamarzona w ulotnej chwili
Widziałem jej idealny świat
Nie pasowałem tam
Chcę uciec....
Upić się i nie pamiętać
Wziąć i więcej nie czuć
Być kimś innym, nie truć
Całe to gówno, które bierzesz
Nie uwolni ciebie - od ciebie
Jej usta, czerwona kurtyna
Rwie się, rwie się cała
I krwawi, i pęka
Jej lustro i jej odbicia
Całe to gówno, które bierzesz
Nie uwolni ciebie - od ciebie
There's something cold and blank behind her smile
She's standing on an overpass
In her miracle mile
"You were from a perfect world
A world that threw me away today
Today today to run away"
A pill to make you numb
A pill to make you dumb
A pill to make you anybody else
But all the drugs in this world
Won't save her from herself
Her mouth was an empty cut
And she was waiting to fall
Just bleeding like a polaroid that
Lost all her dolls
"You were from a perfect world
A world that threw me away today
Today to run away"
A pill to make you numb
A pill to make you dumb
Marilyn Manson - Biała śpiączka
Jakiś chłód, chłód i pustka
Zionie z jej uśmiechu
Przycupnęła na wiadukcie
Zamarzona w ulotnej chwili
Widziałem jej idealny świat
Nie pasowałem tam
Chcę uciec....
Upić się i nie pamiętać
Wziąć i więcej nie czuć
Być kimś innym, nie truć
Całe to gówno, które bierzesz
Nie uwolni ciebie - od ciebie
Jej usta, czerwona kurtyna
Rwie się, rwie się cała
I krwawi, i pęka
Jej lustro i jej odbicia
Całe to gówno, które bierzesz
Nie uwolni ciebie - od ciebie
niedziela, 15 listopada 2009
Tool - "No Quarter"
Utwór "No Quarter" Led Zeppelin w interpretacji Toola (oryginalny tekst autorstwa Jimmy'ego Page'a i Johna Paula Jonesa, wersja Maynarda Keenana jest pozbawiona nordyckich elementów).
"No Quarter" to wojskowe określenie na nieokazywanie litości schwyconemu wrogowi - kiedy zwycięzca bitwy nie bierze nikogo w niewolę, zabija wszystkich jeńców.
Tool - No Quarter (cover Led Zeppelin)
Lock all the doors, kill the lights
No one's coming home tonight
Sun beats down and don't you know
All our lives are growing cold...
They bring the news that must get through
To build a dream for me and you
Locked in a place where no one goes
They ask no quarter
They have no quarter
Lock the door, kill the light
No one's coming home tonight
It's getting colder
Locked in a place where no one goes
Lock the door, kill the light
No one's coming home tonight
They bring news that must get through
Dying peace in me and you
Locked in a place where no one goes
We have no quarter
We have no quarter
We ask no quarter
Tool - Bez schronienia
Możesz zamknąć drzwi, zgasić światło też
Dzisiaj już nie przyjdzie nikt
Słońce praży ziemię, a - przecież wiesz -
Nasze serca opływa lodowata ciecz...
Oni niosą wieści, tak potrzebne, by
Stworzyć piękny sen, sen tobie i mi
Są uwięzieni tam, gdzie nikt nie chciałby być
Nie mają schronienia
Nie ma dla nich litości
Możesz zamknąć drzwi, zgasić światło też
Dzisiaj już nie przyjdzie nikt
Robi się coraz zimniej
Coraz zimniej...
Tam, gdzie nigdy nikt nie chciałby być
Możesz zamknąć drzwi, zgasić światło też
Dzisiaj już nie przyjdzie nikt
Oni niosą wieści, tak potrzebne, by...
Spokój, przecież wiesz, w nas zmienił się w łzy
Są uwięzieni tam, gdzie nikt nie chciałby być
Nie mamy schronienia
Nie mamy schronienia
Nie ma dla nas litości
by goodsavage 15 XI 2009
"No Quarter" to wojskowe określenie na nieokazywanie litości schwyconemu wrogowi - kiedy zwycięzca bitwy nie bierze nikogo w niewolę, zabija wszystkich jeńców.
Tool - No Quarter (cover Led Zeppelin)
Lock all the doors, kill the lights
No one's coming home tonight
Sun beats down and don't you know
All our lives are growing cold...
They bring the news that must get through
To build a dream for me and you
Locked in a place where no one goes
They ask no quarter
They have no quarter
Lock the door, kill the light
No one's coming home tonight
It's getting colder
Locked in a place where no one goes
Lock the door, kill the light
No one's coming home tonight
They bring news that must get through
Dying peace in me and you
Locked in a place where no one goes
We have no quarter
We have no quarter
We ask no quarter
Tool - Bez schronienia
Możesz zamknąć drzwi, zgasić światło też
Dzisiaj już nie przyjdzie nikt
Słońce praży ziemię, a - przecież wiesz -
Nasze serca opływa lodowata ciecz...
Oni niosą wieści, tak potrzebne, by
Stworzyć piękny sen, sen tobie i mi
Są uwięzieni tam, gdzie nikt nie chciałby być
Nie mają schronienia
Nie ma dla nich litości
Możesz zamknąć drzwi, zgasić światło też
Dzisiaj już nie przyjdzie nikt
Robi się coraz zimniej
Coraz zimniej...
Tam, gdzie nigdy nikt nie chciałby być
Możesz zamknąć drzwi, zgasić światło też
Dzisiaj już nie przyjdzie nikt
Oni niosą wieści, tak potrzebne, by...
Spokój, przecież wiesz, w nas zmienił się w łzy
Są uwięzieni tam, gdzie nikt nie chciałby być
Nie mamy schronienia
Nie mamy schronienia
Nie ma dla nas litości
by goodsavage 15 XI 2009
piątek, 13 listopada 2009
King Crimson - "Moonchild"
Przepiękny utwór z płyty In The Court Of The Crimson King (1969) King Crimson.
King Crimson - Moonchild
Call her moonchild
Dancing in the shallows of a river
Lonely moonchild
Dreaming in the shadows
of the willow.
Talking to the trees of the
cobweb strange
Sleeping on the steps of a fountain
Waving silver wands to the
night-birds song
Waiting for the sun on the mountain.
She's a moonchild
Gathering the flowers in a garden.
Lovely moonchild
Drifting on the echoes of the hours.
Sailing on the wind
in a milk white gown
Dropping circle stones on a sun dial
Playing hide and seek
with the ghosts of dawn
Waiting for a smile from a sun child.
King Crimson - Dziecię Księżyca
Mówią na nią Dziecię Księżyca
Co noc tańczy na mieliznach rzek
Samotne Dziecię Księżyca
Śniące w cieniu wierzb
Gawędzi z drzewami
Z dziwnej pajęczej sieci
Czasem w kroplach fontann spokojnie drzemie
Swoją srebrną różdżką
Dyryguje nocnym ptakom
Czekając, aż słońce wynurzy się zza gór
Jest Dziecięciem Księżyca
Co noc zbiera kwiaty w ogrodzie
Uroczym Dziecięciem Księżyca
Unoszącym się na echach godzin
Żegluje na wietrze
W mlecznobiałej sukni
Upuszcza okrągłe kamienie
Na tarczę zegara słonecznego
Bawi się w chowanego
Z duszkami świtu
Czeka na pierwszy uśmiech
Słonecznego Dziecięcia
by goodsavage XI 2009
King Crimson - Moonchild
Call her moonchild
Dancing in the shallows of a river
Lonely moonchild
Dreaming in the shadows
of the willow.
Talking to the trees of the
cobweb strange
Sleeping on the steps of a fountain
Waving silver wands to the
night-birds song
Waiting for the sun on the mountain.
She's a moonchild
Gathering the flowers in a garden.
Lovely moonchild
Drifting on the echoes of the hours.
Sailing on the wind
in a milk white gown
Dropping circle stones on a sun dial
Playing hide and seek
with the ghosts of dawn
Waiting for a smile from a sun child.
King Crimson - Dziecię Księżyca
Mówią na nią Dziecię Księżyca
Co noc tańczy na mieliznach rzek
Samotne Dziecię Księżyca
Śniące w cieniu wierzb
Gawędzi z drzewami
Z dziwnej pajęczej sieci
Czasem w kroplach fontann spokojnie drzemie
Swoją srebrną różdżką
Dyryguje nocnym ptakom
Czekając, aż słońce wynurzy się zza gór
Jest Dziecięciem Księżyca
Co noc zbiera kwiaty w ogrodzie
Uroczym Dziecięciem Księżyca
Unoszącym się na echach godzin
Żegluje na wietrze
W mlecznobiałej sukni
Upuszcza okrągłe kamienie
Na tarczę zegara słonecznego
Bawi się w chowanego
Z duszkami świtu
Czeka na pierwszy uśmiech
Słonecznego Dziecięcia
by goodsavage XI 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)